Większość Hiszpanów nie lubi walk byków, sprzeciwia się jednak zakazaniu tego kontrowersyjnego zwyczaju - wynika z sondażu opublikowanego w niedzielę przez hiszpański dziennik "El Pais".
60 proc. ankietowanych zadeklarowało, że walki byków nie sprawiają im żadnej przyjemności. Z kolei 37 proc. uważa się za "fanów walk byków". Z badań opinii publicznej wynika również, że 57 proc. pytanych Hiszpanów nie zgadza się z decyzją władz Katalonii zakazującą korridy.
Większość z nich uważa także, że zakaz został wprowadzony nie z myślą o ochronie zwierząt, ale o zdystansowaniu się od typowo hiszpańskiego zwyczaju i podkreśleniu swojej katalońskiej odrębności. Kataloński parlament w Barcelonie uchwalił w środę zakaz przeprowadzania tych krwawych spektakli od 1 stycznia 2012 roku. Do tego czasy na barcelońskiej arenie "La Monumental" odbędzie się jeszcze osiem walk.
polskatimes.pl za PAP
___________________________
I znów PAP (na gazetaprawna.pl):
We Francji też mogą zakazać korridy
Uchwalony w Katalonii zakaz korridy rozbudził nadzieje jej przeciwników na południu Francji, gdzie walki z bykami ściągają też tłumy widzów. Według francuskich mediów, kwestią tą może wkrótce zająć się tamtejszy parlament.
Decyzja parlamentu Katalonii o zakazie korridy w tym regionie od 1 stycznia 2012 roku ucieszyła francuskie organizacje obrony zwierząt i część deputowanych, którzy od dawna domagają się, by zabronić organizowania walk z bykami w ich kraju - informuje w czwartek dziennik "Le Figaro".
Brigitte Bardot, od wielu lat znana z walki o zaprzestanie torturowania zwierząt, skomentowała środowe głosowanie Katalończyków, mówiąc: "To zwycięstwo demokracji nad lobby organizującym korridy, triumf godności nad okrucieństwem".
"Francja powinna teraz pójść za ich przykładem" - apeluje była gwiazda francuskiego kina. Podobnego zdania jest francuskie stowarzyszenie "Sojusz przeciw korridzie".
Połowa Francuzów przeciw korridzie
Jak podaje w środę dziennik "Le Figaro", we francuskim Zgromadzeniu Narodowym blisko 60 deputowanych z różnych obozów politycznych złożyło w tym miesiącu projekt ustawy, która zabrania we Francji korridy oraz innej krwawej rozrywki - walki kogutów. Zwolennicy zakazu podkreślają, że według sondaży około połowy Francuzów sprzeciwia się kontynuowaniu tej zapożyczonej z Hiszpanii tradycji.
Autorzy projektu chcą, by parlament jak najszybciej rozpoczął debatę nad tą sprawą. Nie brak jednak także wśród Francuzów zwolenników walk z bykami, którzy traktują je jako widowiskową atrakcję turystyczną, przynoszącą niektórym francuskim gminom wielkie dochody.
Na południu Francji - od Prowansji aż po kraj Basków - rocznie odbywa się nadal około 100 korrid w kilkudziesięciu miastach i miasteczkach na południu kraju. Najpopularniejsze bodaj walki z bykami ściągają corocznie setki tysięcy widzów na areny dawnych amfiteatrów rzymskich w Nimes i Arles.
Jak podaje dziennik "Le Monde", pierwsza korrida we Francji odbyła się w mieście Bayonne we francuskiej części kraju Basków w 1853 roku. Zwyczaj ten trwa do chwili obecnej, choć - jak przypomina gazeta - stanowi wyjątek we francuskim prawie, które zabrania dręczenia zwierząt.
Dużo w polskiej prasie o korridzie, niestety - "sezon" się zaczął...
Zdjęcia z San Fermin w TOK FM
Biegnący z bykami
846 metrów. Sześć bojowych zwierząt. I trzytysięczny tłum. Są pierwsi ranni w gonitwie z bykami w hiszpańskiej Pampelunie – ogłoszą już za chwilę agencje prasowe. Ale ludzi, dla których encierro to życiowa obsesja, w ogóle to nie zniechęci. Kilku z nich pytamy, dlaczego znów zamierzają ustawić się pod bycze rogi.
Joseph Distler, 66-letni wykładowca literatury w American School of Paris, może powiedzieć jedno: na bieganiu z bykami dosłownie stracił zęby. Od 43 lat nie opuścił żadnej gonitwy w Pampelunie. Ale tego, co chwilę po ósmej rano stanie się na łuku ulicy Estafeta, boi się już trzy dni wcześniej.
Jest chłodny poranek, kiedy Larry Belcher, 61-letni profesor przekładu na uniwersytecie w Valladolid, wchodzi na ogrodzoną drewnianymi barierami trasę. Ustawia się na zakręcie przed budynkiem Telefoniki i czeka. Właśnie wtedy boi się najbardziej. Mimo że biega od 34 lat, ma wrażenie, że znalazł się tu po raz pierwszy w życiu. – Śmiertelnie przerażony – precyzuje.
W tym samym czasie Héktor Munárriz, 41-letni barman z Pampeluny, który zajmuje miejsce niedaleko, na prostej, czuje się, jakby zaraz miał skoczyć ze spadochronem. Nawet nie zauważa pozdrowień, jakie śle mu Miguel Ángel Eguíluz, 55-letni pampeluński ortopeda, który od 39 lat startuje z wylotu Estafety. Eguíluz mija go więc, rozpoczyna rozgrzewkę i nagle uświadamia sobie, że w tym roku znów boi się jeszcze bardziej niż w ubiegłym.
A potem, gdzieś daleko, w północnej części miasta, wybucha petarda. To znak, że na trasę, na której stoją wszyscy czterej – wśród prawie trzech tysięcy innych osób – wypadło sześć półtonowych byków bojowych. Wtedy strach mija. Już nie ma czasu się bać.
Sześć byków i tłum
Pampeluna (baskijska Iruńa) w lipcu cuchnie skwaśniałym winem, resztkami jedzenia i moczem. Bruk starówki lepi się do butów. Na pamiętające starożytnych Rzymian 200-tysięczne miasto w królestwie Nawarry, na północy Hiszpanii, zwala się ponadmilionowa horda turystów. Przyciąga ich sława sanfermines, wielkiej fiesty ku czci świętego Fermina, opisanej przez Ernesta Hemingwaya w powieści „Słońce też wschodzi”. Przez osiem letnich dni wino pije się tu z pięciolitrowych baniaków i wiader, śpi się mało lub wcale, a po południu ogląda korridę (podczas której matadorzy zabiją byki, które rano posłano w tłum). To właśnie konieczność przepędzenia byków z zagród na północnym krańcu miasta na arenę we wschodniej jego części zapoczątkowała tradycję encierro. Pierwszymi uczestnikami gonitw byli ponoć pampeluńscy rzeźnicy.
Encierro to bieg. Pasterze pędzą byki ku arenie, ludzie starają się biec ze zwierzętami, najlepiej tuż przed rogami. Ranni są zawsze. W 2009 r., po raz pierwszy od 14 lat, zginął człowiek.
Choć pampeluńskie encierros są bezapelacyjnie najsłynniejsze, latem w Hiszpanii urządza się prawie 15 tys. podobnych gonitw, głównie w Kastylii-La Manchy, Walencji, Andaluzji oraz Kastylii i Leonie. Dziennik „El Pais” szacuje, że z publicznej kasy na organizację byczych festynów idzie ok. 600 mln euro rocznie. Mimo protestów obrońców zwierząt i śmiertelnych pobodzeń, które co roku kosztują życie przynajmniej kilku biegaczy.
– Bo to jedyny prawdziwy sport, jaki jeszcze został – tłumaczy Joseph Distler, profesor literatury, ten, który na bieganiu z bykami stracił zęby. – We wszystkich innych dyscyplinach startuje się dla pieniędzy. Tylko encierros uprawia się jeszcze wyłącznie z miłości i dla emocji. Nie da się dobrze wytłumaczyć, czemu gonitwy są tak fascynujące. To jakby tłumaczyć, czemu ludzi fascynuje seks.
Artykuł Tomasza Matkowskiego:
Ucieszna kaźń byczka Fernando
Jako autor książeczki o polowaniach jestem często zapraszany do udziału w różnych manifestacjach.Jakiś czas temu zaproszono mnie na protest przeciwko corridzie.Protest był bardzo malowniczy. Na chodniku przed ambasadą Królestwa Hiszpaniiułożyło się sześcioro młodych ludzi - bo tyle byków jest zabijanych podczas każdej corridy. Młodzi ludzie byli tylko w bieliźnie, na plecach mieli przyklejone piki, i ociekali czerwoną farbą. Wokół zgromadziło się trochę gapiów, błyskały flesze, przechodniom rozdawano ulotki. Wziąłem dwie. Włożyłem do kieszeni. W domu rzuciłem na półkę.
Nikt z budynku ambasady nie wyszedł do nas, nie raczył zapytać o co nam chodzi. Napisałem potem do ambasady Hiszpanii list z protestem przeciwko temu barbarzyńskiemu zwyczajowi jakim jest corrida. Że to ohydna tradycja, tchórzliwe mordowanie bogu ducha winnego zwierzęcia i że jestem przeciw.
I zapomniałem o całej sprawie.
W jakiś czas potem porządkowałem szpargały, notatki, dokumenty, i wpadły mi w ręce te ulotki. Ulotki jak ulotki - któżby je czytał. Ale tym razem przeczytałem. I zebrało mi się na wymioty.
Oto kilka fragmentów:
„Przygotowanie byka do corridy. Jako że byk jest zwierzęciem bardzo silnym, należy stłumić jego siłę. Z tego powodu po dokonanej selekcji byka wprowadza się go do przyczepy, której podłoga pochylona jest do przodu. Powoduje to dodatkowe wycieńczenie byka w trakcie transportu. Oraz wywołuje skurcze w jego kończynach. W takich warunkach byk przewożony jest przez setki kilometrów na areny w całym kraju, na których czeka go śmierć. Dodatkowo podcina mu się racice i nogi, oraz naciera się je rozpuszczalnikiem. Ból ma wycieńczyć zwierzę. Smaruje mu się oczy wazeliną, aby osłabić wzrok. Jego uszy wypełnia się mokrymi gazetami, by zaburzyć zmysł równowagi i orientację.”
Ulotki były przygotowane przez organizację zajmującą się badaniem i dokumentowaniem tego co dzieje się „na zapleczu” corridy. Oto kolejny fragment:
„Główną bronią byka jest wierzganie. W celu osłabienia tego instynktu bije się zwierzę po nerkach workami wypełnionymi piaskiem. Do jego nozdrzy i gardła wpycha się szmaty lub watę, aby utrudnić oddychanie. Byk jest głodzony i trzymany bez wody przez parę dni poprzedzających corridę. Otrzymuje środki pobudzające lub uspokajające, podaje się również leki przeczyszczające mające spowodować odwodnienie. Jeżeli jest zanadto wycieńczony, nakłuwa mu się jądra szpilkami, aby szalał z bólu. Przed „walką” zamyka się go w ciemności. W momencie wyjścia na arenę oszałamia go światło i wrzeszcząca publiczność.”
I jeszcze jeden fragment, jeżeli mogą Państwo to wytrzymać:
„Aby byk wyszedł na arenę efektownie, z impetem, tuż przed wyjściem wbija mu się w plecy niewielki sztylet.”
Extremadura no declarará la fiesta taurina bien de interés cultural
La Comisión de Cultura y Turismo de la Asamblea de Extremadura ha rechazado hoy, con los votos de los diputados socialistas, la propuesta del grupo parlamentario popular de declarar bien de interés turístico cultural en la región la fiesta de los toros.
La diputada socialista Manuela Frutos ha argumentado el voto negativo de su grupo diciendo que se trata de "un debate irrelevante e innecesario para la sociedad extremeña".
Frutos ha usado el argot taurino y ha solicitado al PP que "retire a corrales" esta propuesta, que, a su juicio, persigue "dividir España y blindarse contra Cataluña", donde se inició el debate parlamentario.

"Cientos de personas dan la cara en defensa de los Toros", lo que para
ABC.es es la libertad de IR a los toros.
"ABC recaba 800 firmas en Defensa de la Fiesta en la plaza de Las Ventas. Éstas son las imágenes de algunos de quienes dejaron su rúbrica."
Entre otras respuestas, en los comentarios apareció un enlace a
elmundo.es, donde podemos leer:
El Refugio recoge más de 60.000 firmas contra los festejos taurinos en Madrid
El Refugio ha recogido más de 60.000 firmas contra las corridas de toros y los festejos taurinos en la Comunidad de Madrid y las han presentado en la Oficina del Censo Electoral.
Ahora están a la espera de que les comuniquen el número de rúbricas válidas. Si son 50.000 o más, continuará la Iniciativa Legislativa Popular (ILP) y será debatida en la Asamblea de Madrid.
Tortura, nie kultura – Hiszpanie zwracają się przeciwko korridzie
The Guardian, Paul Richardson; tłum.
Jeszcze kilka lat temu sprzeciwów wobec walk byków było w Hiszpanii niewiele – dziś w Katalonii poważnie rozważa się ich zakaz. Czyżby zbliżał się koniec korridy?
Arena walk byków w dużym hiszpańskim mieście w weekendowe popołudnie to nie miejsce dla osób zbyt wrażliwych, ani dla obrońców praw zwierząt. Widownia jest pełna do ostatniego miejsca. Są tu starsze małżeństwa i grupki młodych kobiet, rodziny, trochę nastolatków. Atmosfera? Jak na połączeniu meczu bejsbolowego, rzymskich igrzysk i koncertu zwycięzcy programu "Mam talent". Hałas, upał, krzyki, jaskrawe kolory. Orkiestra dęta gra kolejne pasodoble.
Nic istotnego się tu nie zmieniło od czasów, kiedy w pierwszym rzędzie na arenie w Pampelunie zasiadali z grubymi cygarami w rękach Hemingway, Orson Welles czy Ava Gardner. Po piaszczystej arenie nadal kroczą wyprostowani mężczyźni w charakterystycznych czarnych kapeluszach, błyszczących czarnych pantoflach, lśniących od cekinów traje de luces (czyli "świetlistych strojach") i barwnych pelerynach.
Sama akcja, którą można oglądać na arenie, także wygląda nieco archaicznie, jakby utknęła w koleinach tradycji. Z boksu wybiega potężny byk – bestia o wadze pół tony pędzi na toreadora z ogromną szybkością. Pojawiają się mężczyźni w wyszywanych cekinami strojach, którzy mają za zadanie zmęczyć byka goniącego ich dookoła areny. Potem banderilleros wykonują swój ponury obowiązek wbijając w kark zwierzęcia krótkie włócznie ze wstążkami. Bo bokach byka spływa krew.
Ale prawdziwą gwiazdą, na której występ czeka cała publiczność, jest matador (po hiszpańsku nazywany espada). To on trzyma czerwoną muletę i drażniąc nią byka zmusza go do kolejnych ruchów. Półtonowe zwierzę niemal ociera się o niego – wygląda to jak taniec. Nagle matador pozwala sobie na moment nieuwagi, na sekundę traci równowagę. Bykowi to wystarcza. Bierze go na rogi i wyrzuca w powietrze jak szmacianą lalkę. Tłum krzyczy, matador wstaje z piasku. Po jego nodze płynie krew, plamiąc efektowny strój.W świecie, w którym coraz większą rolę odgrywa rzeczywistość wirtualna, niewiele jest widowisk tak namacalnie realistycznych. Ekrany naszych komputerów pełne są brutalności i śmierci, ale ten thriller na żywo, w "realu", szokuje także tych, którzy przywykli już do widoku cyfrowych masakr.
Dziesięć lat po rozpoczęciu XXI wieku wszystko wskazuje na to, że to niezwykłe zjawisko nadal ma swoje miejsce w kulturalnym pejzażu nowoczesnego, europejskiego narodu. Trudno przecenić rolę spektaklu przez wielu uważanego za fragment hiszpańskiego "narodowego DNA". A jednak nawet w tym tak oddanym tradycji społeczeństwie płyty tektoniczne starych zwyczajów przesuwają się powoli, ale nieubłaganie. Dziś opinia publiczna na temat walk byków jest podzielona jak nigdy wcześniej. Z jednej strony ruch przeciwników korridy, jeszcze 20 lat temu niemal nieistniejący, uczynił kilka poważnych wyłomów w świadomości społeczeństwa, dla którego koncepcja praw zwierząt zawsze była pomysłem nieco egzotycznym. Obecnie lokalny parlament Katalonii pracuje nad ustawą, która - jeśli zostanie ostatecznie uchwalona - raz na zawsze zakaże organizowania walk byków w tym regionie.
Z drugiej strony w ostatnich latach korrida zyskała walor wydarzenia medialnego. Stało się tak między innymi dzięki historii José Tomása, który trafił na czołówki gazet na całym świecie, kiedy w kwietniu byk o imieniu Navegante wbił mu róg w udo, przebijając żyłę i tętnicę. Mężczyźnie przetoczono łącznie około 8 litrów krwi – krwotok był tak silny, że transfuzję trzeba było zacząć już na arenie. Już dawno żaden matador tak silnie nie poruszył wyobraźni miłośników walk byków…
Przez wieki korrida była nieodłączną częścią hiszpańskiej kultury: było to poza wszelką dyskusją, wydawało się absolutnie niezmienne, a jeśli ktoś miał inne zdanie, postępował rozsądnie zachowując je dla siebie.
Później jednak, bardzo powoli zaczęła narastać fala sprzeciwu. W ciągu ostatnich kilku lat byłem świadkiem scen, które dawniej w mojej przybranej ojczyźnie wydawałyby się nie do pomyślenia. Coraz częściej przy stole zdarzały się gorące dyskusje, w których większość naszych gości (Hiszpanów!) twierdziła, że nie podoba im się widowisko, w którym dla przyjemności widzów zadaje się cierpienia zwierzętom. Celebryci wyznawali (publicznie!), że korrida ich nudzi czy wręcz wywołuje niesmak. Aktorzy Fernando Tejero i Rossy de Palma, piosenkarki Alaska i Amparanoia, projektant mody David Delfin czy piłkarz FC Barcelona Carles Puyol zdeklarowali się jako przeciwnicy walk. Choć król Juan Carlos znany jest jako miłośnik korridy, jego małżonka, królowa Sofia ujawniła ostatnio, że nie zgadza się z mężem i jest przeciwna walkom. – Sprawiać bykowi cierpienie ku uciesze publiczności i dla zarobku kilku ludzi? – pytała. – Niech robią, co chcą, ja nie będę w tym brać udziału.
Mieszkając w Hiszpanii od 20 lat obserwuję lepsze i gorsze chwile tego osobliwego zjawiska. Piętnaście lat temu na przykład sensację wywołał Jesulín de Ubrique, bożyszcze hiszpańskich nastolatek, biorąc udział w korridzie przed wyłącznie żeńską publicznością ("Na całej arenie tylko ja i byk mieliśmy jaja"). Sam Jesulín był zresztą matadorem nietypowym, jego występy były momentami wręcz śmieszne. Piszczące dziewczęta rzucały na arenę kwiaty, prezerwatywy, pluszowe misie i majtki, które matador od czasu do czasu podnosił i powiewał nimi przed szarżującym bykiem…
W 1936 roku Federico García Lorca opisywał korridę jako "prawdopodobnie największy skarb Hiszpanii, najwspanialszą fiestę, jaką można sobie wyobrazić". W tym kontekście słowo "fiesta" znaczyło więcej niż po prostu "impreza" – chodziło raczej o święto narodowe, jakby w kraju setek tysięcy fiest ta jedna była wielkim spotkaniem wszystkich Hiszpanów. Do końca XX wieku sprzeciw wobec korridy traktowany był jako przejaw tchórzostwa i braku patriotyzmu. Antonio Moreno, koordynator Colectivo Andaluz Contra el Maltrato Animal (Andaluzyjskiej Wspólnoty przeciwko Znęcaniu się nad Zwierzętami) wspomina, że jeszcze niedawno każdy, kto w barze źle wyrażał się o walkach byków, ryzykował wyrzucenie na ulicę. Przeciwnicy korridy stawali się obiektami szyderstw podszytych ksenofobią i seksizmem: słynny teoretyk walk byków Andrés Amorós przeciwników tego widowiska nazywał "przerażonymi angielskimi starymi pannami".
Dziś opozycja nie jest już tak łatwa do wyszydzenia, przede wszystkim dlatego, że wsparcie dla przeciwników korridy nie jest już marginalne. Sondaże wykazują, że około 70 procent Hiszpanów w ogóle nie interesuje się walkami byków lub jest im aktywnie przeciwne. Powstają dziesiątki różnorodnych grup nacisku – od stowarzyszeń obrony praw zwierząt (ADDA, CAS) do partii politycznych, grup na Facebooku i komórek protoanarchistycznych. Wiele z tych środowisk czerpie inspirację z działania podobnych organizacji w Wielkiej Brytanii i USA.
Ruch przeciwników korridy jest coraz głośniejszy, dynamiczny i coraz bardziej oddany sprawie. Nie ma weekendu bez kolejnej demonstracji przed arenami i wymachiwania transparentami z hasłem "Tortura, ni Arte ni Cultura" ("Tortura, nie sztuka, nie kultura"). Członkowie tych grup są coraz lepiej zorganizowani i świetnie wykorzystują najnowsze technologie, z internetem na czele (w przeciwieństwie do zdecydowanie archaicznego przemysłu związanego z korridą, który funkcjonuje tak samo jak przed wynalezieniem globalnej sieci). Coraz częściej zorganizowane grupy podejmują długie podróże wynajętymi autokarami, aby zaznaczać swoją obecność wszędzie tam, gdzie organizowane są walki byków. W mieście Coria w regionie Estremadura na zachodzie Hiszpanii odbywające się pod koniec czerwca walki byków tradycyjnie zawierały także tę część, w której banderilleros wbijali w kark byka kolorowe włócznie, ale w ubiegłym roku lokalne władze zakazały tego, głównie na skutek nacisków ze strony zorganizowanych grup "antitaurino" (przeciwników walk byków). We wrześniu duże grupy przeciwników zjeżdżają pod arenę Toro de la Vega w miasteczku Tordesillas niedaleko Valladolid, gdzie odbywa się tradycyjna walka byka z mieszkańcami miasta dosiadającymi koni i kłującymi zwierzę długimi lancami.
Ruch przeciwników korridy najsilniejszy jest na północy i wschodzie kraju, gdzie walki byków są stosunkowo najrzadsze. Pierwsze skrzypce gra tu Katalonia. Dla tutejszych nacjonalistów takich jak Iniciativa per Catalunya, partia dążąca do wprowadzenia zakazu walk, korrida to kwestia polityczna: "zagraniczny" zwyczaj, na który nie ma miejsca na katalońskiej ziemi. Okazuje się jednak, że twierdzenie, jakoby w Katalonii nie istniała tradycja walk byków, nie jest do końca prawdziwe – w prowincji Tarragona korrida zawsze była ogromnie popularna i nadal taką pozostaje niezależnie od tego, co twierdzą wyrafinowani intelektualiści z Barcelony. Zresztą sama Barcelona także była swego czasu jednym z ważnych ośrodków korridy, rozgrywanej tu aż na trzech arenach, między innymi na Plaza de Toros Monumental, gdzie w 1967 roku występowali Beatlesi.
W Hiszpanii coraz silniej odczuwa się polaryzację poglądów społecznych na temat korridy. Możliwość wprowadzenia jej zakazu w Katalonii jest od miesięcy tematem numer jeden w barach w całym kraju.
Ale jest i inny powód: rosnąca sława matadora José Tomása Romána Martína. Kiedy po raz pierwszy pojawił się na arenie w połowie lat 90., gazety pisały o "odrodzeniu się prawdziwej korridy po długich latach dekadencji i nudy" – a Martín walczył z bykami tak, jakby za nic miał życie. Najbardziej zagorzali "aficionados", miłośnicy korridy – środowisko równie nieliczne i hermetyczne jak świat miłośników opery – wychwalali klasyczną perfekcję ruchu jego mulety. Jego posągowa postawa budziła tyleż zachwytów co jego odwaga. Krytycy wychwalali to, w jaki sposób kontrolował przestrzeń i czas na arenie. Wszyscy wstrzymywali oddech, kiedy przepuszczał byka pod muletą, tak blisko siebie, że rogi muskały jego ubranie.
Ta niezwykła odwaga w połączeniu z pewną prostotą i powagą sprawiły, że Tomása uznano za kontynuatora linii wyznaczonej przez dwie największe postaci w historii walk byków, Juana Belmonte i Manolete. "José Tomás prezentuje styl oparty na podstawowych, klasycznych zasadach", pisał Juan Posada, dziennikarz i były toreador. "Żaden inny współczesny matador nie zbliżył się tak bardzo do doskonałości, o której wszyscy marzymy. Kogoś takiego potrzebowaliśmy, aby zerwać z monotonią i nudą."
Nawet ludzie nie będący miłośnikami korridy podziwiali jego walki. Kataloński aktor Ramón Fontsere był zachwycony i porównywał go do Wacława Niżyńskiego. "José Tomás wyglądał jak stojąca na środku areny trzcina targana wiatrem", wspominał później. "Stał dokładnie na linii oddzielającej chwałę od tragedii. Nie jestem miłośnikiem walk byków, ale byłem pod ogromnym wrażeniem."
Sam José Tomás jest niezwykłym człowiekiem: racjonalistą i buntownikiem, konserwatystą i rewolucjonistą zarazem. Jeśli jego sztuka ma być przełomem, to nie zobaczymy tego przełomu w telewizji: Tomás nie zgadza się na transmisje swoich występów i nigdy nie udziela wywiadów. Istnieje wokół niego swoista medialna próżnia, co jak komentuje Leonardo Anselmi, członek organizacji przeciwników corridy Plataforma Prou, tylko potęguje zainteresowanie tłumu i całą mitologiczną otoczkę. Tomás wyraźnie komunikuje, że świat kreowany przez współczesne media jest niewiele wart. – Żyjemy w bardzo powierzchownych czasach – mówi. – Wywiady telewizyjne to zmora mojego zawodu.
Sklonowano pierwszego byka na korridę. "Liczymy, że będzie nieustraszony"
W Hiszpanii po raz pierwszy udało się sklonować byka do walki. Byczek Got, pokazany w dzień po urodzeniu, waży prawie 25 kg. Jego matką jest krowa fryzyjska. Specjaliści mają nadzieję, że Got wrodził się w "ojca" i nie będzie łagodny jak byczek Fernando.
- Got jest dokładną repliką muskularnego byka, z jakim do walki stają na arenie matadorzy - powiedział specjalista weterynaryjnej genetyki Vicente Torrent. Naukowiec wyraził przy tym nadzieję, że w przyszłości byczek wykaże się taką samą bojową nieustraszonością i dzikością jak Vasito, z którego pobrano materiał genetyczny do sklonowania. Narodziny Gota otwierają według Torrenta drogę do tworzenia "banku tkanek", który może pomóc w ratowaniu zagrożonych gatunków zwierząt.
Praca nad sklonowaniem Gota trwała trzy lata. Zespół z Fundacji Badań Weterynaryjnych w Walencji dysponował budżetem w wysokości 28 tys. euro. Naukowcy zastosowali tę samą metodę, jaką udało się w 1996 roku wyhodować słynną owcę Dolly, która była pierwszym sklonowanym ssakiem.
Byczek Fernando z opowieści Munro Leafa dla dzieci zasłynął dzięki temu, że był to "byczek spokojny,/ unikał zwady, nie lubił wojny,/ nie cierpiał wrzasku, nie znosił gwaru/ i walczyć z nikim nie miał zamiaru". Wolał wąchać "polne kwiatki, stokrotki i bławatki".