revista de prensa 3

Extremadura no declarará la fiesta taurina bien de interés cultural

La Comisión de Cultura y Turismo de la Asamblea de Extremadura ha rechazado hoy, con los votos de los diputados socialistas, la propuesta del grupo parlamentario popular de declarar bien de interés turístico cultural en la región la fiesta de los toros.

La diputada socialista Manuela Frutos ha argumentado el voto negativo de su grupo diciendo que se trata de "un debate irrelevante e innecesario para la sociedad extremeña".

Frutos ha usado el argot taurino y ha solicitado al PP que "retire a corrales" esta propuesta, que, a su juicio, persigue "dividir España y blindarse contra Cataluña", donde se inició el debate parlamentario.



"Cientos de personas dan la cara en defensa de los Toros", lo que para ABC.es es la libertad de IR a los toros.

"ABC recaba 800 firmas en Defensa de la Fiesta en la plaza de Las Ventas. Éstas son las imágenes de algunos de quienes dejaron su rúbrica."

Entre otras respuestas, en los comentarios apareció un enlace a elmundo.es, donde podemos leer:
El Refugio recoge más de 60.000 firmas contra los festejos taurinos en Madrid
El Refugio ha recogido más de 60.000 firmas contra las corridas de toros y los festejos taurinos en la Comunidad de Madrid y las han presentado en la Oficina del Censo Electoral.
Ahora están a la espera de que les comuniquen el número de rúbricas válidas. Si son 50.000 o más, continuará la Iniciativa Legislativa Popular (ILP) y será debatida en la Asamblea de Madrid.

Przegląd prasy po raz 3.

Tortura, nie kultura – Hiszpanie zwracają się przeciwko korridzie
The Guardian, Paul Richardson; tłum.

Jeszcze kilka lat temu sprzeciwów wobec walk byków było w Hiszpanii niewiele – dziś w Katalonii poważnie rozważa się ich zakaz. Czyżby zbliżał się koniec korridy?

Arena walk byków w dużym hiszpańskim mieście w weekendowe popołudnie to nie miejsce dla osób zbyt wrażliwych, ani dla obrońców praw zwierząt. Widownia jest pełna do ostatniego miejsca. Są tu starsze małżeństwa i grupki młodych kobiet, rodziny, trochę nastolatków. Atmosfera? Jak na połączeniu meczu bejsbolowego, rzymskich igrzysk i koncertu zwycięzcy programu "Mam talent". Hałas, upał, krzyki, jaskrawe kolory. Orkiestra dęta gra kolejne pasodoble.
Nic istotnego się tu nie zmieniło od czasów, kiedy w pierwszym rzędzie na arenie w Pampelunie zasiadali z grubymi cygarami w rękach Hemingway, Orson Welles czy Ava Gardner. Po piaszczystej arenie nadal kroczą wyprostowani mężczyźni w charakterystycznych czarnych kapeluszach, błyszczących czarnych pantoflach, lśniących od cekinów traje de luces (czyli "świetlistych strojach") i barwnych pelerynach.
Sama akcja, którą można oglądać na arenie, także wygląda nieco archaicznie, jakby utknęła w koleinach tradycji. Z boksu wybiega potężny byk – bestia o wadze pół tony pędzi na toreadora z ogromną szybkością. Pojawiają się mężczyźni w wyszywanych cekinami strojach, którzy mają za zadanie zmęczyć byka goniącego ich dookoła areny. Potem banderilleros wykonują swój ponury obowiązek wbijając w kark zwierzęcia krótkie włócznie ze wstążkami. Bo bokach byka spływa krew.

Ale prawdziwą gwiazdą, na której występ czeka cała publiczność, jest matador (po hiszpańsku nazywany
espada). To on trzyma czerwoną muletę i drażniąc nią byka zmusza go do kolejnych ruchów. Półtonowe zwierzę niemal ociera się o niego – wygląda to jak taniec. Nagle matador pozwala sobie na moment nieuwagi, na sekundę traci równowagę. Bykowi to wystarcza. Bierze go na rogi i wyrzuca w powietrze jak szmacianą lalkę. Tłum krzyczy, matador wstaje z piasku. Po jego nodze płynie krew, plamiąc efektowny strój.W świecie, w którym coraz większą rolę odgrywa rzeczywistość wirtualna, niewiele jest widowisk tak namacalnie realistycznych. Ekrany naszych komputerów pełne są brutalności i śmierci, ale ten thriller na żywo, w "realu", szokuje także tych, którzy przywykli już do widoku cyfrowych masakr.

Dziesięć lat po rozpoczęciu XXI wieku wszystko wskazuje na to, że to niezwykłe zjawisko nadal ma swoje miejsce w kulturalnym pejzażu nowoczesnego, europejskiego narodu. Trudno przecenić rolę spektaklu przez wielu uważanego za fragment hiszpańskiego "narodowego DNA". A jednak nawet w tym tak oddanym tradycji społeczeństwie płyty tektoniczne starych zwyczajów przesuwają się powoli, ale nieubłaganie. Dziś opinia publiczna na temat walk byków jest podzielona jak nigdy wcześniej. Z jednej strony ruch przeciwników korridy, jeszcze 20 lat temu niemal nieistniejący, uczynił kilka poważnych wyłomów w świadomości społeczeństwa, dla którego koncepcja praw zwierząt zawsze była pomysłem nieco egzotycznym. Obecnie lokalny parlament Katalonii pracuje nad ustawą, która - jeśli zostanie ostatecznie uchwalona - raz na zawsze zakaże organizowania walk byków w tym regionie.

Z drugiej strony w ostatnich latach korrida zyskała walor wydarzenia medialnego. Stało się tak między innymi dzięki historii José Tomása, który trafił na czołówki gazet na całym świecie, kiedy w kwietniu byk o imieniu Navegante wbił mu róg w udo, przebijając żyłę i tętnicę. Mężczyźnie przetoczono łącznie około 8 litrów krwi – krwotok był tak silny, że transfuzję trzeba było zacząć już na arenie. Już dawno żaden matador tak silnie nie poruszył wyobraźni miłośników walk byków…
Przez wieki korrida była nieodłączną częścią hiszpańskiej kultury: było to poza wszelką dyskusją, wydawało się absolutnie niezmienne, a jeśli ktoś miał inne zdanie, postępował rozsądnie zachowując je dla siebie.

Później jednak, bardzo powoli zaczęła narastać fala sprzeciwu. W ciągu ostatnich kilku lat byłem świadkiem scen, które dawniej w mojej przybranej ojczyźnie wydawałyby się nie do pomyślenia. Coraz częściej przy stole zdarzały się gorące dyskusje, w których większość naszych gości (Hiszpanów!) twierdziła, że nie podoba im się widowisko, w którym dla przyjemności widzów zadaje się cierpienia zwierzętom. Celebryci wyznawali (publicznie!), że korrida ich nudzi czy wręcz wywołuje niesmak. Aktorzy Fernando Tejero i Rossy de Palma, piosenkarki Alaska i Amparanoia, projektant mody David Delfin czy piłkarz FC Barcelona Carles Puyol zdeklarowali się jako przeciwnicy walk. Choć król Juan Carlos znany jest jako miłośnik korridy, jego małżonka, królowa Sofia ujawniła ostatnio, że nie zgadza się z mężem i jest przeciwna walkom. – Sprawiać bykowi cierpienie ku uciesze publiczności i dla zarobku kilku ludzi? – pytała. – Niech robią, co chcą, ja nie będę w tym brać udziału.

Mieszkając w Hiszpanii od 20 lat obserwuję lepsze i gorsze chwile tego osobliwego zjawiska. Piętnaście lat temu na przykład sensację wywołał Jesulín de Ubrique, bożyszcze hiszpańskich nastolatek, biorąc udział w korridzie przed wyłącznie żeńską publicznością ("Na całej arenie tylko ja i byk mieliśmy jaja"). Sam Jesulín był zresztą matadorem nietypowym, jego występy były momentami wręcz śmieszne. Piszczące dziewczęta rzucały na arenę kwiaty, prezerwatywy, pluszowe misie i majtki, które matador od czasu do czasu podnosił i powiewał nimi przed szarżującym bykiem…

W 1936 roku Federico García Lorca opisywał korridę jako "prawdopodobnie największy skarb Hiszpanii, najwspanialszą fiestę, jaką można sobie wyobrazić". W tym kontekście słowo "fiesta" znaczyło więcej niż po prostu "impreza" – chodziło raczej o święto narodowe, jakby w kraju setek tysięcy fiest ta jedna była wielkim spotkaniem wszystkich Hiszpanów. Do końca XX wieku sprzeciw wobec korridy traktowany był jako przejaw tchórzostwa i braku patriotyzmu. Antonio Moreno, koordynator Colectivo Andaluz Contra el Maltrato Animal (Andaluzyjskiej Wspólnoty przeciwko Znęcaniu się nad Zwierzętami) wspomina, że jeszcze niedawno każdy, kto w barze źle wyrażał się o walkach byków, ryzykował wyrzucenie na ulicę. Przeciwnicy korridy stawali się obiektami szyderstw podszytych ksenofobią i seksizmem: słynny teoretyk walk byków Andrés Amorós przeciwników tego widowiska nazywał "przerażonymi angielskimi starymi pannami".

Dziś opozycja nie jest już tak łatwa do wyszydzenia, przede wszystkim dlatego, że wsparcie dla przeciwników korridy nie jest już marginalne. Sondaże wykazują, że około 70 procent Hiszpanów w ogóle nie interesuje się walkami byków lub jest im aktywnie przeciwne. Powstają dziesiątki różnorodnych grup nacisku – od stowarzyszeń obrony praw zwierząt (ADDA, CAS) do partii politycznych, grup na Facebooku i komórek protoanarchistycznych. Wiele z tych środowisk czerpie inspirację z działania podobnych organizacji w Wielkiej Brytanii i USA.

Ruch przeciwników korridy jest coraz głośniejszy, dynamiczny i coraz bardziej oddany sprawie. Nie ma weekendu bez kolejnej demonstracji przed arenami i wymachiwania transparentami z hasłem "Tortura, ni Arte ni Cultura" ("Tortura, nie sztuka, nie kultura"). Członkowie tych grup są coraz lepiej zorganizowani i świetnie wykorzystują najnowsze technologie, z internetem na czele (w przeciwieństwie do zdecydowanie archaicznego przemysłu związanego z korridą, który funkcjonuje tak samo jak przed wynalezieniem globalnej sieci). Coraz częściej zorganizowane grupy podejmują długie podróże wynajętymi autokarami, aby zaznaczać swoją obecność wszędzie tam, gdzie organizowane są walki byków. W mieście Coria w regionie Estremadura na zachodzie Hiszpanii odbywające się pod koniec czerwca walki byków tradycyjnie zawierały także tę część, w której banderilleros wbijali w kark byka kolorowe włócznie, ale w ubiegłym roku lokalne władze zakazały tego, głównie na skutek nacisków ze strony zorganizowanych grup "antitaurino" (przeciwników walk byków). We wrześniu duże grupy przeciwników zjeżdżają pod arenę Toro de la Vega w miasteczku Tordesillas niedaleko Valladolid, gdzie odbywa się tradycyjna walka byka z mieszkańcami miasta dosiadającymi koni i kłującymi zwierzę długimi lancami.
Ruch przeciwników korridy najsilniejszy jest na północy i wschodzie kraju, gdzie walki byków są stosunkowo najrzadsze. Pierwsze skrzypce gra tu Katalonia. Dla tutejszych nacjonalistów takich jak Iniciativa per Catalunya, partia dążąca do wprowadzenia zakazu walk, korrida to kwestia polityczna: "zagraniczny" zwyczaj, na który nie ma miejsca na katalońskiej ziemi. Okazuje się jednak, że twierdzenie, jakoby w Katalonii nie istniała tradycja walk byków, nie jest do końca prawdziwe – w prowincji Tarragona korrida zawsze była ogromnie popularna i nadal taką pozostaje niezależnie od tego, co twierdzą wyrafinowani intelektualiści z Barcelony. Zresztą sama Barcelona także była swego czasu jednym z ważnych ośrodków korridy, rozgrywanej tu aż na trzech arenach, między innymi na Plaza de Toros Monumental, gdzie w 1967 roku występowali Beatlesi.

W Hiszpanii coraz silniej odczuwa się polaryzację poglądów społecznych na temat korridy. Możliwość wprowadzenia jej zakazu w Katalonii jest od miesięcy tematem numer jeden w barach w całym kraju.

Ale jest i inny powód: rosnąca sława matadora José Tomása Romána Martína. Kiedy po raz pierwszy pojawił się na arenie w połowie lat 90., gazety pisały o "odrodzeniu się prawdziwej korridy po długich latach dekadencji i nudy" – a Martín walczył z bykami tak, jakby za nic miał życie. Najbardziej zagorzali "aficionados", miłośnicy korridy – środowisko równie nieliczne i hermetyczne jak świat miłośników opery – wychwalali klasyczną perfekcję ruchu jego mulety. Jego posągowa postawa budziła tyleż zachwytów co jego odwaga. Krytycy wychwalali to, w jaki sposób kontrolował przestrzeń i czas na arenie. Wszyscy wstrzymywali oddech, kiedy przepuszczał byka pod muletą, tak blisko siebie, że rogi muskały jego ubranie.

Ta niezwykła odwaga w połączeniu z pewną prostotą i powagą sprawiły, że Tomása uznano za kontynuatora linii wyznaczonej przez dwie największe postaci w historii walk byków, Juana Belmonte i Manolete. "José Tomás prezentuje styl oparty na podstawowych, klasycznych zasadach", pisał Juan Posada, dziennikarz i były toreador. "Żaden inny współczesny matador nie zbliżył się tak bardzo do doskonałości, o której wszyscy marzymy. Kogoś takiego potrzebowaliśmy, aby zerwać z monotonią i nudą."

Nawet ludzie nie będący miłośnikami korridy podziwiali jego walki. Kataloński aktor Ramón Fontsere był zachwycony i porównywał go do Wacława Niżyńskiego. "José Tomás wyglądał jak stojąca na środku areny trzcina targana wiatrem", wspominał później. "Stał dokładnie na linii oddzielającej chwałę od tragedii. Nie jestem miłośnikiem walk byków, ale byłem pod ogromnym wrażeniem."

Sam José Tomás jest niezwykłym człowiekiem: racjonalistą i buntownikiem, konserwatystą i rewolucjonistą zarazem. Jeśli jego sztuka ma być przełomem, to nie zobaczymy tego przełomu w telewizji: Tomás nie zgadza się na transmisje swoich występów i nigdy nie udziela wywiadów. Istnieje wokół niego swoista medialna próżnia, co jak komentuje Leonardo Anselmi, członek organizacji przeciwników corridy Plataforma Prou, tylko potęguje zainteresowanie tłumu i całą mitologiczną otoczkę. Tomás wyraźnie komunikuje, że świat kreowany przez współczesne media jest niewiele wart. – Żyjemy w bardzo powierzchownych czasach – mówi. – Wywiady telewizyjne to zmora mojego zawodu.

Sklonowano pierwszego byka na korridę. "Liczymy, że będzie nieustraszony"

W Hiszpanii po raz pierwszy udało się sklonować byka do walki. Byczek Got, pokazany w dzień po urodzeniu, waży prawie 25 kg. Jego matką jest krowa fryzyjska. Specjaliści mają nadzieję, że Got wrodził się w "ojca" i nie będzie łagodny jak byczek Fernando.
- Got jest dokładną repliką muskularnego byka, z jakim do walki stają na arenie matadorzy - powiedział specjalista weterynaryjnej genetyki Vicente Torrent. Naukowiec wyraził przy tym nadzieję, że w przyszłości byczek wykaże się taką samą bojową nieustraszonością i dzikością jak Vasito, z którego pobrano materiał genetyczny do sklonowania. Narodziny Gota otwierają według Torrenta drogę do tworzenia "banku tkanek", który może pomóc w ratowaniu zagrożonych gatunków zwierząt.
Praca nad sklonowaniem Gota trwała trzy lata. Zespół z Fundacji Badań Weterynaryjnych w Walencji dysponował budżetem w wysokości 28 tys. euro. Naukowcy zastosowali tę samą metodę, jaką udało się w 1996 roku wyhodować słynną owcę Dolly, która była pierwszym sklonowanym ssakiem.

Byczek Fernando z opowieści Munro Leafa dla dzieci zasłynął dzięki temu, że był to "byczek spokojny,/ unikał zwady, nie lubił wojny,/ nie cierpiał wrzasku, nie znosił gwaru/ i walczyć z nikim nie miał zamiaru". Wolał wąchać "polne kwiatki, stokrotki i bławatki".