Przegląd prasy po raz 4

Dużo w polskiej prasie o korridzie, niestety - "sezon" się zaczął...


Zdjęcia z San Fermin w TOK FM


Biegnący z bykami

846 metrów. Sześć bojowych zwierząt. I trzytysięczny tłum. Są pierwsi ranni w gonitwie z bykami w hiszpańskiej Pampelunie – ogłoszą już za chwilę agencje prasowe. Ale ludzi, dla których encierro to życiowa obsesja, w ogóle to nie zniechęci. Kilku z nich pytamy, dlaczego znów zamierzają ustawić się pod bycze rogi.

Joseph Distler, 66-letni wykładowca literatury w American School of Paris, może powiedzieć jedno: na bieganiu z bykami dosłownie stracił zęby. Od 43 lat nie opuścił żadnej gonitwy w Pampelunie. Ale tego, co chwilę po ósmej rano stanie się na łuku ulicy Estafeta, boi się już trzy dni wcześniej.

Jest chłodny poranek, kiedy Larry Belcher, 61-letni profesor przekładu na uniwersytecie w Valladolid, wchodzi na ogrodzoną drewnianymi barierami trasę. Ustawia się na zakręcie przed budynkiem Telefoniki i czeka. Właśnie wtedy boi się najbardziej. Mimo że biega od 34 lat, ma wrażenie, że znalazł się tu po raz pierwszy w życiu. – Śmiertelnie przerażony – precyzuje.
W tym samym czasie Héktor Munárriz, 41-letni barman z Pampeluny, który zajmuje miejsce niedaleko, na prostej, czuje się, jakby zaraz miał skoczyć ze spadochronem. Nawet nie zauważa pozdrowień, jakie śle mu Miguel Ángel Eguíluz, 55-letni pampeluński ortopeda, który od 39 lat startuje z wylotu Estafety. Eguíluz mija go więc, rozpoczyna rozgrzewkę i nagle uświadamia sobie, że w tym roku znów boi się jeszcze bardziej niż w ubiegłym.

A potem, gdzieś daleko, w północnej części miasta, wybucha petarda. To znak, że na trasę, na której stoją wszyscy czterej – wśród prawie trzech tysięcy innych osób – wypadło sześć półtonowych byków bojowych. Wtedy strach mija. Już nie ma czasu się bać.
Sześć byków i tłum

Pampeluna (baskijska Iruńa) w lipcu cuchnie skwaśniałym winem, resztkami jedzenia i moczem. Bruk starówki lepi się do butów. Na pamiętające starożytnych Rzymian 200-tysięczne miasto w królestwie Nawarry, na północy Hiszpanii, zwala się ponadmilionowa horda turystów. Przyciąga ich sława sanfermines, wielkiej fiesty ku czci świętego Fermina, opisanej przez Ernesta Hemingwaya w powieści „Słońce też wschodzi”. Przez osiem letnich dni wino pije się tu z pięciolitrowych baniaków i wiader, śpi się mało lub wcale, a po południu ogląda korridę (podczas której matadorzy zabiją byki, które rano posłano w tłum). To właśnie konieczność przepędzenia byków z zagród na północnym krańcu miasta na arenę we wschodniej jego części zapoczątkowała tradycję encierro. Pierwszymi uczestnikami gonitw byli ponoć pampeluńscy rzeźnicy.

Encierro to bieg. Pasterze pędzą byki ku arenie, ludzie starają się biec ze zwierzętami, najlepiej tuż przed rogami. Ranni są zawsze. W 2009 r., po raz pierwszy od 14 lat, zginął człowiek.
Choć pampeluńskie encierros są bezapelacyjnie najsłynniejsze, latem w Hiszpanii urządza się prawie 15 tys. podobnych gonitw, głównie w Kastylii-La Manchy, Walencji, Andaluzji oraz Kastylii i Leonie. Dziennik „El Pais” szacuje, że z publicznej kasy na organizację byczych festynów idzie ok. 600 mln euro rocznie. Mimo protestów obrońców zwierząt i śmiertelnych pobodzeń, które co roku kosztują życie przynajmniej kilku biegaczy.

– Bo to jedyny prawdziwy sport, jaki jeszcze został – tłumaczy Joseph Distler, profesor literatury, ten, który na bieganiu z bykami stracił zęby. – We wszystkich innych dyscyplinach startuje się dla pieniędzy. Tylko encierros uprawia się jeszcze wyłącznie z miłości i dla emocji. Nie da się dobrze wytłumaczyć, czemu gonitwy są tak fascynujące. To jakby tłumaczyć, czemu ludzi fascynuje seks.


Artykuł Tomasza Matkowskiego:
Ucieszna kaźń byczka Fernando
Jako autor książeczki o polowaniach jestem często zapraszany do udziału w różnych manifestacjach.Jakiś czas temu zaproszono mnie na protest przeciwko corridzie.Protest był bardzo malowniczy. Na chodniku przed ambasadą Królestwa Hiszpaniiułożyło się sześcioro młodych ludzi - bo tyle byków jest zabijanych podczas każdej corridy. Młodzi ludzie byli tylko w bieliźnie, na plecach mieli przyklejone piki, i ociekali czerwoną farbą. Wokół zgromadziło się trochę gapiów, błyskały flesze, przechodniom rozdawano ulotki. Wziąłem dwie. Włożyłem do kieszeni. W domu rzuciłem na półkę.

Nikt z budynku ambasady nie wyszedł do nas, nie raczył zapytać o co nam chodzi. Napisałem potem do ambasady Hiszpanii list z protestem przeciwko temu barbarzyńskiemu zwyczajowi jakim jest corrida. Że to ohydna tradycja, tchórzliwe mordowanie bogu ducha winnego zwierzęcia i że jestem przeciw.

I zapomniałem o całej sprawie.

W jakiś czas potem porządkowałem szpargały, notatki, dokumenty, i wpadły mi w ręce te ulotki. Ulotki jak ulotki - któżby je czytał. Ale tym razem przeczytałem. I zebrało mi się na wymioty.

Oto kilka fragmentów:
„Przygotowanie byka do corridy. Jako że byk jest zwierzęciem bardzo silnym, należy stłumić jego siłę. Z tego powodu po dokonanej selekcji byka wprowadza się go do przyczepy, której podłoga pochylona jest do przodu. Powoduje to dodatkowe wycieńczenie byka w trakcie transportu. Oraz wywołuje skurcze w jego kończynach. W takich warunkach byk przewożony jest przez setki kilometrów na areny w całym kraju, na których czeka go śmierć. Dodatkowo podcina mu się racice i nogi, oraz naciera się je rozpuszczalnikiem. Ból ma wycieńczyć zwierzę. Smaruje mu się oczy wazeliną, aby osłabić wzrok. Jego uszy wypełnia się mokrymi gazetami, by zaburzyć zmysł równowagi i orientację.”

Ulotki były przygotowane przez organizację zajmującą się badaniem i dokumentowaniem tego co dzieje się „na zapleczu” corridy. Oto kolejny fragment:
„Główną bronią byka jest wierzganie. W celu osłabienia tego instynktu bije się zwierzę po nerkach workami wypełnionymi piaskiem. Do jego nozdrzy i gardła wpycha się szmaty lub watę, aby utrudnić oddychanie. Byk jest głodzony i trzymany bez wody przez parę dni poprzedzających corridę. Otrzymuje środki pobudzające lub uspokajające, podaje się również leki przeczyszczające mające spowodować odwodnienie. Jeżeli jest zanadto wycieńczony, nakłuwa mu się jądra szpilkami, aby szalał z bólu. Przed „walką” zamyka się go w ciemności. W momencie wyjścia na arenę oszałamia go światło i wrzeszcząca publiczność.”

I jeszcze jeden fragment, jeżeli mogą Państwo to wytrzymać:
„Aby byk wyszedł na arenę efektownie, z impetem, tuż przed wyjściem wbija mu się w plecy niewielki sztylet.”

0 Responses to “Przegląd prasy po raz 4”:

Leave a comment